piątek, 1 czerwca 2012

W drodze

Obudziłam się dziś, gdy zegar zdążył już wybić południe. Tak dobrze mi się spało przy akompaniamencie deszczu. Spokój, cisza i poczucie, że właściwie nic nie muszę, po kilku dniach uciążliwego i non stop nawracającego bólu głowy było naprawdę kojące.
Mam wrażenie, że od pewnego czasu jestem w ciągłej drodze - drodze do siebie. Poświęcam sobie, swoim myślom i uczuciom zdecydowanie więcej czasu. Potrafię być z sobą, dla siebie. Lubię te późne popołudnia, gdy przemierzam często przez siebie przecierane i dobrze mi znane szlaki, gdy pogoda zdecydowanej większości ludzi nie dopisuje i gdy zamiast ludzkich spojrzeń towarzyszy mi jedynie szum wody, wiatru i odgłosy hałasującego ptactwa. Już dawno tak nie było, bo słońce przyciąga w "moje miejsce" tłumy, które z kolei mnie przytłaczają i mimo, że wytrwale spaceruję, nie odczuwam już z tego powodu takiej radości, ani nie doświadczam tego relaksu, więc tym bardziej cieszę się z dzisiejszego dnia.
Dziś do mnie dotarło, jak często potrzebujemy czasu do zrozumienia wielu rzeczy, odnalezienia ich sensu. Z perspektywy lat widzę, jak wielokroć bez sensu boksowałam się z życiem. Buntowałam się, więc to niejako zrozumiałe, nie godziłam się na to, co mi się nie podobało i choć nie potrafiłam tego zmienić, tupałam nogą - tak dla lepszego samopoczucia. To wszystko miało sens. Dziś jestem w miejscu, które jest dla mnie zdecydowanie właściwsze niż wszystkie inne miejsca, które próbowałam sobie zorganizować i jakimś dziwnym trafem się nie udawało. Teraz jestem na etapie, kiedy potrafię przyznać, że doskwiera mi samotność, że chciałabym się szczęśliwie zakochać. Z rozczuleniem patrzę na matki z małymi dziećmi i zastanawiam się, czy ja kiedyś też będę jedną z nich. Jest wiele pytań, na które za kilka lat pewnie będę znała odpowiedź albo chociaż poznam sens danego stanu rzeczy... Bo wierzę, że to wszystko ma sens. Czasami mam wrażenie, że jestem stworzona do samotności, bo czy będę potrafiła wpuścić do tego swojego hermetycznego i pedantycznie poukładanego świata drugiego człowieka??? Nie wiem, czy będę potrafiła, ale wiem, że jestem już gotowa, że chcę spróbować, że chcę się postarać, że chcę doświadczyć czegoś nowego. Chyba jestem na dobrej drodze do zmiany, bo jakoś na niczym nie potrafię się skupić ;)

niedziela, 27 maja 2012

niedziela, 6 maja 2012

No to wracamy

Siedziałam na leżaku, z mokrymi, dopiero co umytymi nogami, opartymi o brzeg miski. Z lewej strony ogrzewały mnie resztki zachodzącego słońca. Przede mną rozciągał się widok na drzewa, ogrodzenie i bezkresną dal. Spokój, cisza. Pomyślałam: "Chwilo, trwaj wiecznie!" Tak mi było błogo...
Za mną cudowny, odprężający tydzień. Wracam z nową energią, której od dawna mi brakowało. I już znam receptę na pełny relaks - jak najmniej czasu spędzać w domu! W końcu wyruszyłam w podróż - niedaleką i niedługą, ale jakże przyjemną. Odwiedziłam bliskich, spędziliśmy razem radosny czas, zobaczyłam trochę nowego i przepięknie się opaliłam! :) Uśmiech praktycznie nie znika z mojej twarzy. Tego potrzebowałam!
No i doszłam do wniosku, że nie będę męczyć się z książkami, które pozbawiają mnie radości życia. "Krętka blada" Joanna Chmielewskiej zawiodła mnie na całej linii, więc nie zamierzam jej doczytać, za to z "Wielkimi nadziejami" Charlesa Dickensa wiążę i swoje jakieś małe nadzieje na spędzenie przyjemnego czasu z lekturą, bo dobrze się zapowiada.
No i w końcu mamy wiosnę - ciepłą, zieloną, z przelotnymi ulewami. Żyć, nie umierać!!! :D

wtorek, 24 kwietnia 2012

"Nietykalni"

Dlaczego w Polsce nie robi się takich filmów??? Mało śmieszne komedie oparte na wulgaryzmie - oto na co nas stać. Tymczasem "Nietykalni" mnie zachwycili! Ludzkie dramaty przeplatane humorem - tyle razy szczerze wybuchałam śmiechem! No i fantastycznie zagrane role - główne i nie tylko! Drissa tak fajnie się oglądało, bo mi kogoś przypominał - postawą, zachowaniem... Cudowny film, który trzeba obejrzeć! Gorąco polecam! :)

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Wiosna, panie sierżancie!

Od kilku dni niemal nieustannie słucham piosenek w wykonaniu Celine Dion. I odkrywam je na nowo. Co za głos! Jakie piękne teksty! Wreszcie słucham i rozumiem. A do tej piosenki, chyba od momentu obejrzenia filmu, mam po prostu słabość. O takiej miłości marzy chyba każdy, choć jej finał był tragiczny... Wsłuchajcie się w słowa.


W ogóle jakaś taka romantyczno - nostalgiczna się zrobiłam. Jestem totalnie zdezorientowana, bo nie przywykłam do takiej siebie. Już nic nie wiem. I chociaż naturalnie chciałabym wiedzieć więcej, chyba i tak mi dobrze... :)

niedziela, 15 kwietnia 2012

I w Paryżu nie zrobią z owsa ryżu

Za mną dość ciężki tydzień. I nie chodzi wcale o nadmiar obowiązków, nawał pracy czy inne zawodowe powinności. Chodzi o konkretną osobę, z którą tworzę jakiś team. Nigdy nie pałałam do niej specjalną sympatią i niemal od samego początku wiedziałam, że przyjaźń to nam raczej nie grozi ;) Ale współpracujemy ze sobą, więc zależało mi na tym, żeby stosunki między nami były co najmniej poprawne. I wydawało mi się, że tak właśnie jest... Tymczasem ostatnie dni obnażyły mi oblicze tej osoby, jakiego nie chciałam znać. Okazało się, że muszę być bardzo ostrożna, bo pode mną ktoś wykopał (i być może wciąż to robi) mnóstwo dołków. Szarganie mojej opinii (oczywiście za moimi plecami) przeplatane docenianiem przez siebie samą (jednak na forum publicznym) własnej osoby. Zabolało. Zabolało świństwo. Bo ja wciąż jestem tak naiwna, że wierzę w prawość człowieka, jego uczciwość i to, że można tak po ludzku być porządnym. To doświadczenie otworzyło mi oczy. Nie potrafię i nie chcę być świnią, ale mam wrażenie, że dla niektórych ludzi nie warto być człowiekiem.
Ale jutro nowy dzień. Nowe nadzieje. Dalsze eksperymenty :) Ciekawa jestem, co on przyniesie? Wszystko jakby wyszło spod kontroli, zaczęło żyć własnym życiem, napędzane bynajmniej nie przez głównych zainteresowanych, aczkolwiek zrobiło się jakoś miło...

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

No i się zaczęło

Nie powiem, że poległam, ale nie najlepiej zaczął się mój eksperyment. Pamiętałam o nim już od momentu przebudzenia, więc bardzo pilnowałam się, żeby od samego początku wszystko szło zgodnie z planem, czyli żadnych zbędnych negatywnych emocji, nadąsanych min, nieprzyjemnych słów, czy chociażby narzekań. Co do pracy, nie pomyliłam się - zdecydowanie miałam dzisiaj co robić. I na dodatek wszystko leciało mi z rąk! W takich warunkach nie było łatwo funkcjonować z uśmiechem na ustach... Ale nadal się starałam. Na dodatek w pewnym momencie usłyszałam: "Oj, nie masz coś dziś nastroju"... :DDD Myślałam, że się załamię! ;) Fajne natomiast jest to, że w tym natłoku obowiązków zamiast ja ludziom, to ludzie mi poprawiali nastrój. Znowu! :) Oczywiście starałam się te pozytywne emocje odwzajemniać i to też było fajne. Dla mnie na pewno ;) Podoba mi się ten eksperyment! A najbardziej podoba mi się ta bruzda koło ust, która dziś jest wyjątkowo dobrze widoczna :) Takich zmarszczek mogę mieć miliony! No może trochę się zagalopowałam... ;) Jutro znowu działam!
Aha, i zauważyłam, że jak człowiek się nie napina, to wszystko jakoś lepiej się układa... ;)